Moje po warsztatach spostrzeżenia

David Garriugues, tak ten David Garrigues tak po prostu przyjechał do Poznania na zaproszenie Yoga Academy, cudownej poznańskiej szkoły yogi. Tak po prostu wszedł na salę i porwał nas wszystkich. Tak się z nim od piątku oswajałam, by w sobotę po zajęciach z pranajamy już stracić głowę, a w niedzielę już po prostu być na macie ze swoja praktyką.

Zawsze po dobrych warsztatach czuję niedosyt. Niby trzy dni a jednak mało. Chciałoby się tak słuchać i słuchać, praktykować i, praktykować i oderwanym od zgiełku na zewnątrz pozostać.

Jednak trzeba wrócić do rzeczywistości, jak zawsze, tyle że yoga od kilku lat daje mi już taką możliwość, takie cudowne narzędzie  czynienia z tej nieznośnej momentami rzeczywistości, miejsca, w którym mi po prostu dobrze.  To, co kiedyś uwierało, dzisiaj nie ma znaczenia, to, co kiedyś nazywałam kompleksem, dzisiaj jest moim największym atutem. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

Life is hard. No nie da się ukryć, ale mamy narzędzia, dzięki którym jest łatwiej, dzięki którym zaczynamy myśleć. Rzeczywistość nie staje się jedynie czymś, co bezmyślnie przyjmujemy. Zaczynamy zmieniać to, co zastane, zauważać to, czego nie widzieliśmy wcześniej, zaczynamy świadomie oddychać, by wreszcie zatrzymać siebie, swoje myśli, swój oddech, zatrzymać ruch.

Mamy oddech, bandhy, asany, wątpliwości, które też mogą być dobre, matę, siebie. Mamy możliwość wyboru. I dla mnie to wszystko było na tych warsztatach, w ten piękny weekend i międzynarodowy dzień jogi.