Minęło już trochę czasu od naszego powrotu z Agroturystyki KokoRyku, a ja dopiero teraz mam chwilę, by się z wami podzielić wrażeniami.

To był mój/nasz pierwszy wyjazd, który organizowaliśmy razem. Wyjazd jogowy. Pierwszy taki, na który zabraliśmy ze sobą ludzi chętnych, by praktykować jogę oraz gotowych, by na chwilę odłączyć się od zgiełku miasta i spraw, które zaprzątały ich na co dzień i spróbować przez kilka dni pobyć w innym, bardziej spokojnym otoczeniu, a jeszcze do tego z jogą, oddechem, z pewnym rytmem, który my nadawaliśmy. Piszę nasz, bo mój K. zgodził się dla nas gotować. Dla niego i dla mnie również było to zupełnie nowe doświadczenie, pełne niepewności i strachu na początku oraz wiary w siebie i radości już na końcu.

Tak się złożyło, że miało nas być więcej, a było tyle, ile było, i dzisiaj wiem, że tyle was wtedy miało być. Nic nie dzieje się przypadkiem, wszystko jest dokładnie tak, jak ma być. Każda z Was przyjechała tam z własną historią, każda z cudownym doświadczeniem, ciekawością i przede wszystkim otwartością.

Ja nie mogłabym sobie wymarzyć lepszej grupy na pierwsze spotkanie.

Otrzymałam od Was więcej, niż mogłam się spodziewać. Zaufanie, którym mnie obdarzyłyście, jest tylko kroplą w morzu tego całego dobra, którego doświadczałam.

Nie znam słów, którymi mogłabym tę wdzięczność wyrazić, wszystko, co mogę Wam dać to ten czas z jogą, która zabarwia pięknie moje życie od jakiegoś czasu. Bardzo Wam dziękuję.

Dziękuje również Lucynie z Agroturystyki KokoRyku za przestrzeń, za czas, za obecność i zaufanie.

No i mojemu K. za wiarę i za to, że jesteś obok.

Myślę, że to nie był pierwszy i ostatni raz, z pewnością pierwszy, ale nie ostatni ?