„Niech nikt nie ożywia przeszłości, lub na przyszłości nie buduje swoich nadziei, gdyż przeszłość została w tyle, a przyszłość jeszcze nie nadeszła”

 

 

Mija tydzień od powrotu z Domu pod Lipą a ja ciągle pozostaję w jakiejś głębokiej refleksji i spokojnym zadziwieniu.  

Pierwszy weekend października 2020 roku znowu dane mi było zabrać, tym razem dwanaście osób, na krótki, bo tylko weekendowy czas z jogą, wyciszeniem i oddechem. Bardzo zależało mi tym razem, by po trudnym dla nas wszystkich czasie, spróbować zostawić to, co było i nie myśląc o tym co nadejdzie, pozostać w danym momencie, całkowicie uważnym na bieżące doświadczenie, na wspólne bycie, wspólną praktykę, rozmowy czy nicniemówienie.

Jest we mnie dużo wdzięczności do samej siebie, bo odważyłam się zrobić coś, do czego nie czułam się długo predestynowaną, a okazało się, przy cudownym wsparciu uczestniczek, że nie ma czegoś takiego jak predestynacja. Jak czujesz, że coś jest ci bliskie, jak się w tym odnajdujesz, to idź za tym, daj sobie do tego prawo.

Korzystając z okazji chciałam podziękować każdej z Was za ten czas, za otwartość, zaangażowanie, jasność, i bycie tu i teraz. Za to ile przyjmujecie i jak dużo dajecie. Dziękuję Indze za wsparcie i Pixi za pomoc nie tylko w ten weekend ale każdą od ponad roku rozmowę, która mnie wzmacnia od środka i daje siłę.

Gospodarzom za ogrom nie tylko jedzenia ale ciepła, które czuć w tym Waszym pięknym miejscu.

Coś tam się w ten weekend zaczęło i już kiełkuje. Próbuję się w tym osadzić choć jest we mnie jeszcze bardzo dużo znaków zapytania, których obecność wpływa na mnie motywująco.

Pewnie o tym też jeszcze będzie.

Cieszcie się zdjęciami, do zobaczenia w kwietniu?